Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leandre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leandre. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2018

środa, 19 września 2018

Od Leandre'a CD Riley


Przez chwilę przecierałem oczy ze zdumieniem. Przesiedzieć dosłownie całą noc przed kartką papieru i jedyne co zrobić, to zapisać kilka wyrazów, to słaby wynik, nawet biorąc pod uwagę moje standardy. Muszę poważnie pomyśleć nad zmianą roboty, bo z takimi postępami nie znajdę daleko w tej dziedzinie. Oczywiście, mogłem położyć się o przyzwoitej godzinie, ale po co to komu? Przecież można zarwać nockę, a później wyglądać jak zombie.
Zegar wskazywał godzinę szóstą czterdzieści trzy, co nie było najlepszą porą na drzemkę. Wstałem od biurka i odłożyłem na bok notatnik i długopis, który potoczył się po blacie kilka centymetrów. Westchnąłem i rozprostowałem zasiedziałe kości, które strzeliły delikatnie. Właśnie w takich sytuacjach przydałaby się matka albo przynajmniej jakiś współlokator, jedna z tych osób na sto procent nie dałaby mi siedzieć do szóstej nad ranem. Leniwie ruszyłem przez idealnie wysprzątany korytarz, potem wszedłem do idealnie poukładanej łazienki, by móc zanurzyć się w idealnie wyszorowanej wannie, po brzegi wypełnionej idealnie czystą wodą. Jak można zauważyć, nienawidzę brudu, sam nie wiem dlaczego. Czy to przez stres, z którym radziłem sobie przez sprzątanie? A może zwyczajnie zdążyłem do tego przywyknąć, po wielu latach? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
Po dokładnym umyciu się wyszedłem z łazienki, okryty ręcznikiem. Natychmiast skierowałem się do swojego pokoju, by móc ubrać się i przynajmniej przez chwilę odpocząć. Właściwie, przydałaby mi się dobra, czarna kawa. Ruszyłem do kuchni, lecz nawet po przeszukaniu dokładnie wszystkich szafek upewniłem się tylko w przekonaniu, że czarnego proszku nie posiadam. Jedynym sensownym pomysłem było w tym wypadku pójście do jednej z okolicznych kawiarni. Wziąłem do ręki telefon i zacząłem obdzwaniać kolejno wszystkich moich znajomych. Żadna z trzech osób nie odebrała, co było do przewidzenia. Zegar wskazywał godzinę siódmą dwadzieścia cztery. Westchnąłem cicho i rzuciłem się na łóżko. Może jednak warto przespać się jeszcze godzinkę?
Gdy się obudziłem, pierwszym, co rzuciło mi się w oczy, był koc, jeszcze przed chwilą leżący pode mną. Nic zresztą dziwnego, ponoć mam w zwyczaju przewracanie się z boku na bok, praktycznie non stop. Nie mając siły ani ochoty na nic innego, wyszedłem z domu z zamiarem dojścia do najbliższej kawiarni i słuchawkami w uszach. Nie ma to, jak stara, dobra piosenka idealnie oddająca mój dzisiejszy nastrój. Show must go on! Freddie Mercury wrzeszczał w słuchawkach, a ja w myślach. Czego by nie mówić, tekst tej piosenki jest bardzo ciekawy, a co najważniejsze, nadaje się do roztrząsania i analizowania.
Po dłuższej chwili wszedłem do budynku kawiarni. Pomieszczenie było przytulne, jednak praktycznie niemożliwym zdawało się przepchać przez tłum, nie wspominając już o znalezieniu miejsca. Jeszcze jakiś czas stałem w przejściu i omiatałem salę wzrokiem, jednak już po paru sekundach zostałem popchnięty w stronę kelnerki, która momentalnie wylała na mnie kawę. Oh, wręcz idealnie.
- Ojej, ba... bardzo pana przepraszam! - wyjąkała dziewczyna, równie spanikowana co ja i podała mi kilka serwetek.
Uśmiechnąłem się, pomimopomimo że ramię trochę bolało. Jak to mawiała moja kochana mama, jest dobrze, dopóki nie musisz z nikim rozmawiać. Wtedy jest koszmarnie.
- Spokojnie, to chyba moja wina... - cicho mruknąłem pod nosem. - Nie chciałbym się narzucać, ale czy mogłaby mi pani przynieść jakąś mokrą ścierkę?
Kobieta pokiwała głową i zaprowadziła mnie na zaplecze. Tam wręczyła mi kawałek materiału i sama poszła dalej zajmować się salą. Po chwili po plamie nie było śladu. No, prawie, ale w takim stanie mogłem przynajmniej spokojnie wyjść na ulicę.

Riley?

wtorek, 18 września 2018

piątek, 14 września 2018

piątek, 17 sierpnia 2018

Od Leandre'a CD Taehyunga

- Przepraszam - chłopak uśmiechnął się nerwowo. Zdawał się być czymś zmartwiony, tak przynajmniej wyglądał.
- Nic się nie stało - rzuciłem z uśmiechem. - To ja powinienem przepraszać, kompletne nie patrzyłem przed siebie…
Zapewne powiedziałbym coś jeszcze, gdyby nie krzyk, który usłyszałem, a który napędził mi niezłego stracha. Nie zrobiłem nic złego, absolutnie, jednak gdy mężczyźni w mundurach zaczęli się do nas zbliżać, a nieznajomy ciągnąć mnie za sobą w nieznanym kierunku, nie protestowałem. Zakląłem w myślach, będąc pewnym, że tym razem mi9 się nie upiecze i pewnie zostanę zamordowany w biały dzień. Po udanych zakupach, co gorsza.
- Co ty... - nieznacznie podniosłem głos, nie chcąc wyjść na typowego awanturnika, jednak cała zaistniała sytuacja niemiłosiernie mnie irytowała. Niestety, moje próby spokojnego wyjaśnienia wszystkiego z nieznajomym zakończyły się uciszeniem mnie ręką i uczuciem dyskomfortu, które będzie się za mną ciągnęło do końca dnia, jeżeli nie dłużej.
Nic dziwnego, że próbowałem zdjąć jego rękę z twarzy, kręcąc głową. Taka jest moja naturalna reakcja, nienawidzę być więziony i przytrzymywany. Poczułem, że chłopak zamiera, ja w obawie przed konsekwencjami zrobiłem to samo, jednak już po chwili znów zacząłem się wyrywać. Gdy nieznajomy mnie puścił, stanąłem obok niego, na chodniku i zacząłem nerwowo poprawiać odzież, w obawie, że mogę nie mieć istotnego jej elementu. Na moje szczęście wszystko było na swoim miejscu. Nie ukrywam, nie lubię, kiedy ktoś mnie dotyka, a tym bardziej ciągnie gdzieś w ciemne uliczki, na dodatek uciekając przed jakimiś podejrzanymi mężczyznami.
- Wybacz jeszcze raz, nie sądziłem, że to wszystko tak się potoczy - popatrzyłem krzywo na nieznajomego, chociaż bardziej niż złość, czułem teraz strach. Odetchnąłem parę razy, by się uspokoić.- Mogę ci to jakoś... wynagrodzić, czy coś?
- Nie trzeba - spróbowałem się uśmiechnąć, jednak nie wyszło mi to tak, jak powinno. - Co najwyżej możesz powiedzieć, jak się nazywasz? Ja jestem Leandre.
Postanowiłem zacząć od początku, nie w moim stylu było wyzywanie i zostawienie nowo poznanej osoby bez słowa. Poprawiłem okulary, które przekrzywiły mi się podczas szalonego biegu i czekałem na ruch szaro włosego.


Taehyung? Przepraszam za niezbyt imponującą dlugość i ewentualne błędy w pisowni imienia.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Od Leandre'a

Ledwo skończyłem wypełniać codzienne obowiązki, już poczułem, że pilnie potrzebuję odpoczynku i może jakiejś ciekawej odskoczni od rzeczywistości. Przecież nie mogę przepracować całego życia, prawda? Z niewiadomych powodów momentalnie udałem się do pierwszego-lepszego sklepu, po… środki czystości, których, jak wcześniej myślałem, niewyczerpanym źródłem była mała szafka w kuchni. Najwyraźniej się myliłem. Gdy wszedłem do sklepu z artykułami gospodarstwa domowego, przywitał mnie przyjemny, aczkolwiek lekko drażniący nozdrza, zapach detergentów. Nie powinien na mnie zrobić wrażenia, po około godzinie mycia dokładnie całej łazienki. Prędko ruszyłem do jednej z alejek, w celu odnalezienia mleczka do czyszczenia i ulotnienia się z lokalu, pomimo że mógłbym zostać tam i narkotyzować się cały Boży dzień, a nawet dłużej. Jak ja uwielbiam takie miejsca. Małe, osiedlowe sklepiki zawsze miały coś w sobie. Uśmiech młodej kasjerki, która nigdy nie pyta, czy może być winna grosika, dzwonek, który denerwuje wszystkich wchodzących i wychodzących, wszystkie te proste, naturalne zachowania. Oczywiście, co jakiś czas jakaś kobieta w średnim wieku, dzierżąca w rękach siatki z zakupami, w koronie z moheru, zacznie się drzeć, niczym stare prześcieradło, ale nie ma róży bez kolców.
Po zakupieniu potrzebnych środków czystości w ilości jedno mleczko do czyszczenia, a nawet dodatkowego płynu do mycia naczyń (przecież, kto pogardziłby przeceną -50%?), wyszedłem i skierowałem się do domu, w celu odniesienia zakupów. Byłem strasznie zadowolony, nie powiem. Niestety, moje zadowolenia zakończyło się jeszcze szybciej, niż się rozpoczęło. Jak można się było spodziewać, nie patrzyłem przed siebie, co poskutkowało zderzeniem z osobą idąca z naprzeciwka.

Ktoś?

niedziela, 12 sierpnia 2018

Leandre!

Imię: Leandre, dość skomplikowane, jednak wyjątkowo piękne.
Nazwisko: Ionesco, proszę państwa.
Płeć: Pomimo że nie zachowuje się jak typowy samiec w jego wieku, trudno zaprzeczyć faktowi, że jest on mężczyzną.
Wiek: Dokładnie 19 lat.
Data urodzenia: 30.07.1999
Orientacja: Fakt ten, może dla niektórych krępujący, Leandre stara się w miarę możliwości ukrywać, jednak nie idzie mu to dobrze. Jest homoseksualny.
Głos: Twenty One Pilots
Profesja: Po wielu godzinach zastanawiania się, został Poetą.
Miejsce zamieszkania: Magiczna Kraina
Charakter: Przewrażliwiony, spokojny i miły, te określenia nie pasują zbytnio do młodego mężczyzny, który powinien cieszyć się życiem i korzystać z niego jak tylko się da. Możliwe, że Leandre całkiem nieźle dogadywałby się z rówieśnikami, gdyby był trochę inaczej nastawiony do życia. Ten chłoptaś widzi wszystko w szarych barwach, a jednocześnie zawsze ma nadzieję na lepszy czas. Dość dziwna mieszanka, nie mam racji? Jak cały Ionesco, którego można porównać do jednej wielkiej zagadki, a najlepiej całego pokoju zagadek. Fakt, że nie otwiera się przed byle kim, co również nie wróży niczego dobrego jego przyszłości.
Gdybym powiedziała, że Leandre jest mężczyzną o silnym temperamencie i zachowuje się jak prawdziwy samiec alfa, albo chociaż stereotypowy dres, byłoby to okropne kłamstwo. Chłopak przez całe życie był dominowany, wszyscy traktowali go jak popychadło. A czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Jeżeli od zawsze jesteś nikim, trudno z dnia na dzień stać się kimś wielkim.
Tego osobnika nie można nazwać leniwym, wystarczy spojrzeć na jego niecodzienne zainteresowania. Jest on wyjątkowo inteligentny, jak na swój wiek, w którym to ludzie charakteryzują się niezwykłą lekkomyślnością.
Zwykle biernie obserwuje zdarzenie, naprawdę rzadko kiedy znajduje się w centrum wydarzeń. Oczywiście, jest mu to, jak najbardziej, na rękę. Nie lubi wtrącać się w nieswoje sprawy, czuje się niesamowicie nieswojo za każdym razem, gdy ktoś powierza mu coś ważnego, bądź rozmawia o sprawach, w których liczy na pomoc Leandre'a.
Jak można zauważyć, mężczyzna jest wyjątkowo stonowany w relacjach z innymi i wręcz niebezpiecznie ceni sobie przestrzeń osobistą, która w jego wypadku jest o wiele większa, niż u innych. Usłyszałeś kiedyś coś w rodzaju "obchodzisz mnie" albo "nie nienawidzę cię"? Śmiejesz się? Teraz przestań i popatrz na Leandre'a, swojego rozmówcę. Dla niego to całkiem naturalne, a nawet bardziej prawdopodobne jest, że usłyszysz właśnie to, zamiast standardowego "lubię cię, chcesz się zaprzyjaźnić?".
Warto jeszcze wspomnieć o jego tchórzostwie, ale to już inna historia.
Zainteresowania: Do grupy najważniejszych zainteresowań Leandre'a zdecydowanie należy gotowanie. Z racji tego, że chłopak ma wielki talent do zabawy z garnkami, już po chwili z kuchni zaczynają się wydobywać cudowne zapachy. Nie gorzej idzie mu układanie i pisanie krótkich, rymowanych wierszy, bądź długich i pięknych ballad, które niejednego zachwycą i wzruszą.
Aparycja: Spokojnie można nazwać Leandre'a wychudzonym, sama skóra i kości. No, odrobinę przesadzam, ale to nie zmienia faktu, że pulchnym ziemniakiem nie jest.
Jego twarz jest, ogólnie mówiąc, ładna, symetryczna, ale również przeciętna. To chyba właśnie w owej przeciętności ukrył się cały urok. Delikatnie zarysowany podbródek, widoczne w przyzwoitym stopniu kości policzkowe, duże, malinowe usta... Najpospolitszy wygląd, jaki można sobie wyobrazić. Efekt psują jedynie cienie pod oczami, powstałe wskutek przesiedzianych nad wszelkiego rodzaju i gatunku książkami.
Jego włosy są krótkie, czarne. Chłopak często zaczesuje je na lewo, zwłaszcza kiedy na każdym kroku wpadają mu do oczu. Owszem, mogłyby być bardziej błyszczące i nawilżone, lecz komu chciałoby się poświęcać tyle czasu pielęgnacji włosów? Oczywiście, że Ionesco ma ważniejsze zajęcia.
Oczy? Posiada i to całkiem ładne. Ciemne, głębokie, a w owej głębi kryje się smutek, który wnikliwszy obserwator bez najmniejszego problemu zauważy.
Chłopak waży 56 kilogramów, przy 171 centymetrach wzrostu.
Chyba powinnam jeszcze wspomnieć o jego stylu ubierania się, który również nie różni się zbytnio od powszechnych standardów. No, nie przesadzajmy, Leandre ubiera się ładnie, aczkolwiek daleko mu do podążania za aktualną modą. Zwykle ma na sobie jeansy, T-shirt, czasem trafi się bluza, w zimniejsze dni czarny golf, który idealnie podkreśla jego brak mięśni.
Wygląd: W tej formie Leandre również nie jest zbyt wysoki.
Jego ciemne futro zdobią liczne plamy w przeróżnych odcieniach, poczynając od jasnego beżu, przez brąz, kończąc na smolistej czerni.
Rodzina:
• Kochana matka Angelika, która nawet pomimo przepracowania, nadmiaru obowiązków i leniwej siostry z długami, które to Angela musiała spłacać, zawsze znajdowała czas na odpowiednie wychowywanie syna. Zdarzało jej się popełniać jednak błędy, które są teraz bardzo widoczne, szczególnie że starość powoli zaczyna dawać jej się we znaki.
• Ojciec Dimitrij, który zmarł w wyniku podania przez lekarzy nieodpowiednich leków, zawsze wydawał się dla Leandra kimś, kto jest postawiony o wiele wyżej, niż ci wszyscy prości ludzie. Pomimo że mężczyźni nigdy się nie spotkali, Ionesco zna ojca bardzo dobrze, chociażby z jego pamiętnika, który namiętnie czytywał.
Partner: Marzenie, które raczej się nie spełni.
Historia: Leandre urodził się w dość ubogiej i szemranej dzielnicy. Wychowywała go matka, więc przez cały czas uczył się prac w domu i gotowania. Już od początku, we wczesnym dzieciństwie ciągnęło się za nim pasmo nieszczęść. Tam, gdzie był Ionesco, musiał być również pech i tak przez większość życia. Okres nastoletniego buntu, którego praktycznie nie dało się dostrzec, pierwsza dorywcza praca... To wszystko zleciało naprawdę szybko, tak jak zleci Ci czytanie tej historii. Po ukończeniu szkoły chłopak postanowił odciążyć biedną matkę i przenieść się na własne śmierci.
Teraz Leandre nawet nie myśli żadnych zmianach, żyje mu się dobrze, spokojnie i przeciętnie.
Ciekawostki:
• Jak można zauważyć na zdjęciu, nosi okulary.
• Na wewnętrznej stronie nadgarstka ma wytatuowane trzy krzyżyki.
• Pomimo braku talentu, bardzo często śpiewa. Ot, tak, dla zabawy.
Inne zdjęcia: