Ariana | Blogger | X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kate. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 marca 2019

Od Kate

Wieczór. Błogi, cudowny, wtorkowy wieczór. Jedynym o czym teraz myślałam, a raczej jedynym o czym byłam w stanie myśleć to miękka poduszka, koc i telewizor. Tia, gdy tylko uświadamiam sobie, że jutro od nowa mam klepać te same formułki tylko dlatego, że jednemu z aktorów nagle odjaniepawliło i zamiast przygotować się do próby jak najlepiej, jakby nigdy nic ulotnił się z planu wymyślając na poczekaniu jakąś beznadziejną wymówkę. Dziwi mnie czemu sam reżyser po tylu perypetiach z wyżej wspomnianym delikwentem, wciąż przymyka na to wszystko oko, aczkolwiek nie zamierzałam roztkliwiać się zbytnio nad czymś na co i tak nie mam żadnego wpływu. Miło byłoby jednak, gdyby szanowny Walter pofatygował się ten jeden raz w ustalone miejsce i odbębnił swoje rozbudowane do granic możliwości kwestie, pozwalając pozostałym w spokoju wrócić do domu o normalnej porze, bo prawdę mówiąc znudziło mnie (i nie tylko mnie) siedzenie w robocie do godziny 22:00, jak nie dłużej. Cóż, na idiotów niestety nic nie zaradzimy, nie dość, że mają przewagę liczebną, to na dodatek potrafią sprowadzić potencjalnego rozmówcę do swojego poziomu, w efekcie pokonując go doświadczeniem.
Jezu Chryste! Kate, jakimi pierdołami ty sobie w ogóle zaprzątasz umysł?
Podczas gdy w mojej przemęczonej łepetynie rozgrywały się przemyślenia mniej i bardziej adekwatne do zaistniałej sytuacji, nawet nie zauważyłam kiedy i jak, tuż u mych nóg znalazł się... pies. I to nawet całkiem ładny. Stworzonko przez dłuższą chwilę wlepiało we mnie swe okrągłe, ciemne patrzałki, aż do momentu, gdy zza zakrętu wyłoniła się jakaś ciemna, kobieca sylwetka, przywołując czworonoga do siebie.

Któraś psiara chętna na serię? XD

253 słowa

wtorek, 12 lutego 2019

Od Kate CD Lisy

- To ja już pójdę - rzuciła ruda i nawet się nie oglądając, pomknęła w bliżej nieznanym mi kierunku.
Westchnąwszy cicho już miałam ruszyć w dalszą drogę, gdy nieoczekiwanie dostrzegłam kilka białych kart walających się po ziemi tuż pod mymi nogami. Oho, zdaje się, że nasza niezdara coś zgubiła. Z racji tego, iż nie widziałam większego sensu w pogoni za dziewczyną, co pewnie w przypadku tak dużej kumulacji miejskich zapachów i tak nie zakończyłoby się sukcesem, a nawet jeśli, to zajęłoby mi zbyt wiele czasu; chcąc nie chcąc postanowiłam oddać jej zgubę przy innej okazji (o ile w ogóle takowa kiedyś nastąpi, ale to już chyba nie mój problem, nieprawdaż?). W zasadzie to równie dobrze mogłabym to olać, ale cóż, jeśli kiedyś dane mi będzie spotkać to nieszczęsne stworzenie...
Przykucnąwszy szybko pozbierałam karty z chodnika, na jednej z nich widniał pogrubiony, czarny druk, prawdę mówiąc nie wiem czemu przykuł mój wzrok.
Lisa Quinn... przeczytałam, przygryzając dolną wargę. Czyżby tak miała na imię nasza niezdara? No na to wygląda.
Swoją drogą tekst, który udało jej się pogubić przedstawiał się całkiem interesująco. Interesująco do tego stopnia, iż zdążyłam przestudiować go wzrokiem parokrotnie, nim dotarłam na miejsce. Hm, może to jakaś pisarka? Któż to wie...

~•~Na planie~•~

- Dzwoniłeś, więc jestem. - odezwał się niepokojąco znajomy, kobiecy głos, a niedługo potem zza pobliskiego budynku wyłoniła się...
- Lisa, dobrze, że jesteś. Zaszły pewne zmiany w scenariuszu, co prawda niewielkie, ale jednak. Prawdopodobnie nie będziemy nakręcać tej sceny w kawiarni i od razu zastąpimy ją bójką głównych bohaterów parku... - tłumaczył praktycznie na jednym wydechu mężczyzna, gestykulując przy tym rękoma, jakby właśnie wygłaszał jakąś niezwykle ważną przemowę. Tia, niektórzy ludzie nie przestaną mnie wkurzać.
Panna Quinn kiwała tylko przytakująco głową, choć jej znudzony paplaniną faceta wyraz twarzy mówił sam za siebie. Ciekawe czy wie jak cenne materiały spoczywają teraz w mej torebce.
- Pobiegniesz za Kate, czyli filmową Sarah do końca tamtej ulicy, potem dojdzie między wami do kłótni, później musicie już tylko się pocałować i mamy gotowy materiał do...
- P-pocałować?! - ruda popatrzyła na mnie zdezorientowana, potem na reżysera, a potem znowu na mnie. Niewiele brakowało bym wybuchła sarkastycznym śmiechem, od czego na swoje szczęście zdołałam się powstrzymać.
Przyznać trzeba, że jej mina wyglądała teraz nad wyraz komicznie. Coś czuję, że praca z nią zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Oby tylko nasza panienka nie spanikowała przy pierwszej lepszej scenie. Biedactwo, najwyraźniej jeszcze nie wie co ją czeka.
- Masz z tym jakiś problem? - zwrócił się do niej mężczyzna, spoglądając na dziewczynę z lekka zawiedziony.
- Um, nie, nie, skądże... - odparła naprędce, jednak ton jej głosu zdawał się mówić zupełnie coś innego.
No no, zaczyna się robić coraz zabawniej. Ta ofiara wyleci z obsady nim w ogóle zdąży się w niej pojawić, czuję to. Cóż, w sumie to trochę szkoda byłoby pożegnać się z jej śliczną twarzyczką - nie często zdarza mi się widywać tak charakterystyczne twarze na planie, ale cóż, to już nie mój interes.
Kiedy w końcu Bary zakończył swoje wywody i poszedł męczyć nimi kogoś innego, postanowiłam skorzystać z okazji.
- Proszę, co za spotkanie - zmierzyłam rudą wzrokiem, serwując jej cyniczny uśmieszek - To nie twoje przypadkiem? - dodałam, wyciągnąwszy z torby kilka stron scenariusza.
- S-skąd ty to...?! - zaczęła, jednak wepchałam jej wszystko do rąk i zawróciłam z powrotem na plan, rzucając tylko krótkie "nie ma za co", czym chyba ją trochę wkurzyłam, ale nie wnikałam w to zbytnio.
Podczas gdy ekipa filmowa zasuwała z kamerami, oświetleniem i całą resztą swojego badziewnego sprzętu przez pobliską ulicę, katując Thomasa - aktora, któremu podobnie jak nam przypisano rolę drugoplanową; korzystając z faktu, iż pracodawca chwilowo zajęty jest kulturalnym darciem ryja, oparłszy się plecami o murek, wygrzebałam kanapkę z torebki, uważnie obserwując ich poczynania. Nie minęło nawet pięć minut, a już znudzona odbiegłam wzrokiem w przeciwnym kierunku, w zasadzie zupełnie przypadkowo zauważając... Lisę? Czy jak jej tam... Tak czy inaczej, ruda zniknęła gdzieś za sąsiednim budynkiem, co z bliżej nieokreślonych przyczyn chcąc nie chcąc zmotywowało mnie do sprawdzenia, gdzie ją nóżki poniosły. Tak z czystej ciekawości. Spokojnym, acz nie ślimaczym krokiem podeszłam pod kamienicę, ale widząc, że kobieta wpycha telefon z powrotem do kieszeni, odwróciłam spojrzenie w stronę inną niż jej twarz, na wypadek gdyby miała sobie coś dziwnego pomyśleć. O dziwo, ruda wciąż nie opuszczała jakże klimatycznego, ciemnego zaułku, w którym to prowadziła wcześniej rozmowę, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, iż coś jest nie teges, tak więc po niedługim namyśle zdecydowałam się przekroczyć świętą granicę i podejść do niej z zapytaniem czy wszystko w porządku (nie żeby mnie to obchodziło czy coś, po prostu wolę jako tako wybadać grunt, nim rozpoczniemy jakąkolwiek współpracę, tak na dobry początek). Ku memu zaskoczeniu Lisa ani drgnęła, nadal trzymając lewą dłoń w kieszeni, jednak gdy tylko zorientowała się w sytuacji, popatrzyła na mnie zmieszana i otworzyła usta najwyraźniej chcąc coś powiedzieć, ale w efekcie nie wypłynęło z nich ani jedno słówko.
- Yhh, a tobie co? Znaczy się... wszystko w porządku? - zapytałam w końcu nie za bardzo wiedząc jak zachować się w zaistniałej sytuacji.
Dziewczyna pokiwała lekko głową, choć wciąż sprawiała wrażenie bardzo zagubionej.
- Przyznaj, boisz się tych scen, hę?
- C-co?! Co masz na myśli mówiąc "te sceny"? - odbiła piłeczkę chyba chcąc się w ten sposób wyprzeć stwierdzonego przeze mnie faktu. Serio?
- Wiem, że niektórych przeraża samo wyobrażenie czegoś takiego, ale zapewniam cię, miewałam znacznie gorsze rzeczy do zagrania. - rzekłam z nieukrywaną satysfakcją, podchodząc do dziewczyny, na co ta znów zamilkła z każdym mym kolejnym krokiem powoli odsuwając się do tyłu aż do momentu, kiedy za jej plecami wyrosła ściana.
- Chcesz być aktorką, to się przyłóż do roboty i przestań panikować, bo w ten sposób nie dojdziesz do niczego, słońce - posłałam jej pobłażliwy uśmieszek, zdecydowanym ruchem przycisnąwszy ręce dziewczyny do ściany.
Oddech Lisy gwałtownie przyspieszył, słyszałam dźwięczne bicie jej serca. Przysunąwszy się jeszcze bliżej rudej wpiłam się łakomie w jej usta, na dłuższą chwilę odcinając nam obydwu dopływ tlenu. Początkowo kobieta próbowała się wyrwać, jednak skutecznie uniemożliwiłam jej jakąkolwiek formę ucieczki. Długo nie musiałam czekać aż zamknie powieki, jej oddech stał się dziwnie spokojny, tak, jakby nic się nie wydarzyło. W pewnym momencie oderwałam się od niezbyt zorientowanej w obecnej chwili panny Lisy, pozostawiając na jej ustach dwa niewielkie ślady kłów.

Lisa?

1021 słów

niedziela, 18 listopada 2018

Od Kate do Lisy

Czy ten dzień mógłby rozpocząć się gorzej? Zastanówmy się. Stłuczona szklanka, zawodzący budzik, fochnięty koń, brak kluczy do pokoju, które złośliwie jakimś niewytłumaczalnym cudem nie leżą sobie jak zazwyczaj w małej szufladzie w przedpokoju - innymi słowy DZIEŃ Z ŻYCIA FRAJERA w najczystszej postaci, a jakby tego było mało, to dopiero początek.
Nie no, może nie będzie tak źle? Będzie. Będzie i to bardzo źle. Niemożliwym byłoby, aby taka beznadziejność towarzyszyła mi tylko rano, tak jest zawsze. Jak się dzionek spitoli to już fatum idzie po całości. Boże! O czym ja do diabła myślę? O czym?! Chyba wypiłam wczoraj za dużo martini... albo wina, albo piwa... i czegoś tam jeszcze... Tak, to że nie pamiętam co piłam, kiedy piłam i ile, bez wątpienia za dobry omen nie uchodzi. Chyba najwyższa pora odpuścić sobie te wieczorne wypady, bo jak tak dalej pójdzie, to nie dożyję emerytury, ani psychicznie, ani fizycznie. Och nie, nie załamuj się, Katie. Nie ty jedna w rodzince masz przecież problemy z alkoholem! Dobra, teraz to serio zaczynam gadać głupoty. Pora wziąć się w garść i stanąć na nogi, zamiast ubolewać nad swym felernym losem (eh, sama nie wierzę, że to powiedziałam).
Tak czy inaczej, odwrotu już nie ma. Wszystko albo nic. W najgorszym wypadku wywalą mnie na zbity pysk, nim zdążę wyrecytować formułkę powitalną, tak jak to miało miejsce w niejakim Londynie ledwie dwa lata temu. Oj nie, tak to się nie stanie. Po prostu nie miałam szczęścia... A może doświadczenia, za mało się zaangażowałam? Niee... Ci co oceniali to po prostu wybredne dzbany. Tak, tej wersji się trzymajmy.
Nie wiedzieć czemu, myśli w mej zaspanej łepetynie nadawały dziś na tyle głośno, by skutecznie zagłuszyć swymi upierdliwymi wrzaskami nadjeżdżający autobus, do którego szczęśliwym trafem w efekcie udało mi się wsiąść dosłownie w ostatniej chwili. Kiedy już wpakowałam swoje cztery litery do pojazdu, usadowiłam się w kąciku przy drzwiach, mając cichą nadzieję, że na następnym przystanku większość pasażerów opuści swe dotychczasowe siedzonka, tym samym ustępując miejsca biednej, wciąż ogarniętej poranną głupotą i sennością niewiaście. Niestety, ku memu rozczarowaniu wysiadły raptem dwie osoby, a że nie jestem wybitnie ruchliwym człowiekiem, nim zdołałam zorientować się w sytuacji, fotele zajęły już jakieś babcie w pstrokatych ciuszkach, z zadowoleniem obserwujące wszystko i wszystkich. Uch, czyli osiedlowy monitoring jednak działa dwadzieścia cztery godziny na dobę, jakież to smutne...
Wraz z kolejnym przystankiem zrobiło się jeszcze gorzej, bo cała zbita w kupę grupka ludzi jakby nigdy nic wpakowała się do autobusu, zajmując oczywiście w pierwszej kolejności przestrzeń przy samych drzwiach, bo jakżeby inaczej! Cudownie. Teraz to nawet nie będąc likantropem mogłabym wywęszyć od A do Z wszystkie obecne w pojeździe zapachy - od zdecydowanie przesadnie wyperfumowanej laski w bordowym kapeluszu siedzącej przy oknie z lewej strony, aż po trampki jakiegoś prymitywnego gimbusa pykającego w ogłupiające gierki w malutkim, prestiżowym smartfoniku. Westchnęłam ciężko, w głębi serduszka mając nadzieję, że me męki już za parę minut dobiegną końca, kiedy to wysiądę z tego zapakowanego dziwolągami wszelkiej maści autobusu, a me płuca znów zaznają błogiego tlenu.
Jeszcze chwila. Cztery minuty, trzy, dwie, jedna... Jak się szanowni obywatele z foteli nie poderwą! Wszyscy pędzą! Serio? Czy naprawdę nie mogli wypakować się stąd wcześniej? Ledwie zdołałam przekroczyć jedną nogą drzwi pojazdu, a już jakiś pan z wąsikiem (od którego swoją drogą waliło wodą kolońską na cały autobus, co jest chyba w tej chwili mało istotne) postanowił kulturalnie przepchnąć się przede mną przez co nieopatrznie potknęłam się na krawężniku o mały włos nie wywijając koziołka na chodniku. Nie był to jednak koniec atrakcji, bowiem zaledwie kilka sekund później, ni z tego ni z owego poczułam jak ktoś centralnie popycha mnie w plecy, tym razem skutecznie uniemożliwiając zachowanie jakiejkolwiek równowagi, przez co w efekcie i tak znalazłam się na ziemi. Co gorsza, sam winowajca upadku znajdował się teraz... no, na mnie.
- Co do cho...! - zaniemówiłam rzucając przepełnione rządzą mordu spojrzenie leżącemu na mych plecach nieszczęśnikowi, który okazał się być... kobietą. Um, no tego to się nie spodziewałam.
No ja pierdo... Panuj nad sobą, Kate, panuj. To nie czas i miejsce na takie głupoty. Zresztą, jak już chcesz komuś przyłożyć, to lepiej przyłóż facetowi, bo to dziewczę na kaleczenie buźki sobie nie zasłużyło.
- Prze... przepraszam... - wyjąkała dziewczyna szybko zrywając się na równe nogi, po czym cofnęła się o krok, tak jakby spodziewała się ataku z mojej strony. Pff, w sumie to się nie dziwię. Pewnie nie wyglądałam teraz zbyt przyjaźnie, jak zwykle zresztą.
- I vice versa. - rzekłam niewzruszona podnosząc się gleby. Rudowłosa popatrzyła na mnie zakłopotana, najpewniej spodziewając się trochę innej reakcji. Ach, moja biedna duma. Że też wykrztuszenie krótkiego przepraszam bądź w ostateczności sorry sprawia mi taką trudność. Z racji tego, iż w niewielkim stopniu to ja byłam sprawcą owego wypadku (niewielkim, ale jednak), oczywistym wydawało się zapytać szanowną niewiastę, czy nie zdążyła sobie połamać na betonie swoich chudych nóżek - Nic ci nie jest?
Ruda pokręciła przecząco głową, a na jej ładnej twarzyczce wykwitł delikatny uśmiech. Emm, okey. Nie wiem jaką radość można czerpać z przewalania się na twardy chodnik, ale pomińmy to. Może zwyczajnie lubi się szczerzyć, nie moja sprawa.

Lisa?

sobota, 3 listopada 2018

Kate!

Imię: Kate
Nazwisko: Alva
Płeć: Piękna, nie widać?
Wiek: 19 lat
Data urodzenia: 16.03.1999 rok
Orientacja: biseksualna
Głos: Natalia Oreiro - Rio De La Plata
Profesja: Aktorka
Miejsce zamieszkania: Słoneczna Oaza
Charakter: Delikatna, a zarazem pewna siebie. Cicha, a jednak czasem wręcz irytująca swą paplaniną. Raczej pogodna, ale czasem wściekła niczym demon. Wrażliwa, a niekiedy okrutna. Takich zabawnych splotów różnic można by się doszukiwać w Kate godzinami, jednakże postaram się uprościć nieco jej specyficzny charakter, który mimo przewagi złych cech, skrywa w sobie także i te lepsze.
Skryta i tajemnicza niczym nimfa, Kate może sprawiać wrażenie bardzo nieporadnej, zagubionej osóbki, która zupełnie nie radzi sobie w dorosłym życiu, ale jak wiadomo zapewne każdemu pozory bywają mylące. Tak, nietrudno dać się omotać tym wielkim, niewinnym oczętom będącym nie tylko jej (nieskromnie przyznając) ogromnym atutem, ale przede wszystkim - doskonałą bronią.  Tak, choć nasza Kate sprawia wrażenie bezbronnego aniołka, pod osłoną jej ślicznej twarzyczki kryje się najprawdziwszy diabeł, który tylko czeka, by pokazać swoje kiełki.
Sam charakter Kate to tak naprawdę jedna, wielka zagadka, której nawet ona sama nie jest w stanie rozkminić, bowiem jej zmiany nastroju są tak częste jak deszcze w Londynie (z którego swoją drogą pochodzi). Cóż, w sumie nie ma się co dziwić, czegoż się spodziewać po dziewczynie cierpiącej na osobowość wieloraką? Tak, tak, panna Alva nie jest stuprocentowo normalna, choć jak na razie choroba nie czyni żadnych postępów. Nie zmienia to jednak faktu, że czasem ciężko się z nią dogadać, a samo powiedzenie "kobieta zmienną jest" to w jej przypadku zdecydowanie za mało.
W każdej chwili, o każdej porze, w każdym czasie urocza panienka może przeistoczyć się w wyniosłą jędzę, która najchętniej wysłałaby wszystkich w ciemną otchłań podziemi, byleby uzyskać swój upragniony święty spokój. Miła jest tylko wtedy, a już szczególnie wtedy, kiedy ma do kogoś jakiś interes. Nietrudno więc się domyślić, iż dziewczyna ta raczej nie zalicza się do grona zbyt serdecznych osób, niemniej jednak, jeśli komuś z jej bliskich groziłaby krzywda bez chwili wahania stanęłaby w jego obronie. Ceni lojalność i zaufanie, jeżeli jakimś niewytłumaczalnym cudem uda Ci się zyskać u niej to drugie, wiedz iż kolejnej takiej okazji nie będzie. Ta zasada tyczy się zarówno jej rodziny, przyjaciół jak i miłości. Kiedy już kogoś pokocha, to całym serduchem, które choć zdaje się być twarde niczym kamień, wbrew pozorom wcale takie nie jest.
Cóż można więcej powiedzieć? Panna Kate raczej nie jest duszą towarzystwa, chadza własnymi ścieżkami i dobrze jej z tym, bo obecność innych osób (zwłaszcza tych gadatliwych) zwyczajnie ją wkurza. Po co zajmować się cudzymi problemami, kiedy ma się na głowie własne? Tia, egoizm czuć od niej na kilometr, podobnie jak zresztą wrodzoną złośliwość, której bardzo często towarzyszą chamskie odzywki harmonijnie przeplatane z nutką sarkazmu. Ubóstwia czarny humor i generalnie ma dowcip na każdą okazję.
Ma pazurki i nie zawaha się ich użyć, nie tylko w wilczej postaci.
Zainteresowania: Poza zamiłowaniem do aktorstwa, sporo radości sprawia jej pisanie tekstów piosenek, rzadziej wierszy, których choć jeszcze nigdy nikomu nie pokazała, i tak czerpie ogromną satysfakcję. Lubi czytać, zwłaszcza fantastykę i powieści kryminalne, nietrudno się więc domyślić jak bardzo zapełnione muszą być regały w jej pokoju.
Aparycja: Długonoga, acz dość niska dziewczyna o ciemnych, wiecznie nieco rozczochranych włosach i zielonkawo-szarych oczach - to cała Kate. Nigdy nie wyróżniała się niczym szczególnym, choć do nazwania jej brzydką bądź nieatrakcyjną też raczej daleko. Uznajmy, że to kwestia gustu. Tak czy inaczej, panna Alva to istota przywiązująca bardzo dużą wagę do wyglądu zarówno swojego, jak i jej rozmówców. Mimo, iż sama często nie wygląda zbyt korzystnie, zwłaszcza gdy pędzi gdzieś spóźniona, co niestety zdarza się jej wyjątkowo często; zawsze dokładała wszelkich starań, by prezentować się jak najlepiej. Trudno powiedzieć, czy ma jakiś określony styl, gdyż ubiera się dość... Przeciętnie. Tak, to dobre słowo. Skromnie, ale z klasą. Po prostu.
Wygląd: W wilczej postaci jest zdecydowanie wysoką, choć niezbyt umięśnioną waderą o wysportowanej sylwetce. Średniej długości sierść zdobią różnokolorowe plamy, wśród których najbardziej dominują chłodne szarości przeplatane z soczystym rudym, gdzieniegdzie można także zauważyć odrobinę bieli i czerni. Stosunkowo duże, zaokrąglone na końcówkach uszy i złotawo-brązowe (bądź jak to woli bursztynowe), skośne oczy dodają uroku szczupłemu pyszczkowi, na którym niemalże zawsze gości zawadiacki uśmieszek. Poza wyżej wspomnianymi cechami, nasza bohaterka raczej nie odbiega niczym od pozostałych wilkołaków.
Rodzina:
Ojciec: Nicolás, pełen pasji i pozytywnego nastawienia do życia artysta pochodzenia hiszpańskiego, dawniej wzorzec dla Katie, która poszła w jego ślady rozwijając się w szkole aktorskiej; dziś człowiek znienawidzony przez matkę i córki. Niestety, mimo swego dobrego serca, pan Alva postawił nocne przyjemności nade wszystko, łącznie z kochającą rodziną. Wolny niczym ptak powrócił do swej kochanki, z którą koniec końców wyjechał w rodzinne strony i tak ślad po nim zaginął.
Matka: Maya, czterdziesto ośmioletnia kobieta pochodzenia angielskiego. Od kilku lat samotna matka wychowująca dwójkę dzieci.
Rodzeństwo: Leah, ukochana siostra, z którą choć od zawsze się kłóciły i tak wiadomo, że skoczyłyby za sobą w ogień.
Partner: Miała wielu. Naprawdę wielu, jednak żaden adorator nie okazał się być dla niej wystarczająco dobry. Cóż, właściwie chyba nie ma się co dziwić, biorąc pod uwagę fakt, iż nasza Katie poszukiwania potencjalnych partnerów (bądź partnerek) przeprowadzała prawie wyłącznie w klubach nocnych. Tak, straszna z niej flirciara.
Historia: Od czego by tu zacząć? Przyszła na świat szesnastego marca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku w szpitalu w Oksfordzie, a w wieku zaledwie ośmiu lat rozpoczęła się jej kariera aktorska, w którą wprowadził ją nie kto inny a Nicolás - niegdyś kochający i troskliwy ojciec. Jako niespełna czternastoletnia dziewczyna wyjechała wraz z rodziną do Londynu, gdzie rozwijać miała dalej swój talent, jednak wraz z upływem czasu pan Alva pojawiał się w domu coraz rzadziej, tłumacząc się koniecznością wyjazdu do Hiszpanii, gdzie kręcony był pewien serial, z jakim rzekomo wiązał wielkie nadzieje. Na początku było to tylko kilka dni, potem tygodni, aż w końcu, po niemalże roku czasu Nicolás postanowił zaszczycić dom swą obecnością. Niestety, życie pisze różne scenariusze i jak się później okazało, Alva dopuścił się zdrady. Nie trudno zgadnąć jak dalej potoczyły się sprawy. Ojciec wyjechał, a jego była żona Maya pozostała sama z Kate i Leah. Równo cztery lata później Katie wyjechała na studia, by wkrótce potem zamieszkać w małym kanadyjskim miasteczku Elmo.
Ciekawostki:
~ Kiedyś uczęszczała do szkółki jeździeckiej. Nietrudno więc się domyślić, iż uwielbia konie, sama posiada nawet sympatyczną klacz imieniem Sophie;
~ Uwielbia chińszczyznę i kuchnię włoską.
Inne zdjęcia: