Strony

niedziela, 12 maja 2019

Od Bruna CD Genevieve

Przez pierwsze kilka minut totalnie nie wiedziałem, jak się zachować. Mam nas gdzieś zabarykadować? A może przemienić się w groźnego wilka i rozszarpać komuś gardło? Co mam właściwie myśleć? Czy ja w ogóle mam coś myśleć? Może od razu powinienem coś zdziałać? Tylko co?
Po chwili zdałem sobie sprawy z tego, że zrobiło się niebezpiecznie i zimno, a my nadal byliśmy bez ubrań. Wyjąłem więc pierwsze lepsze rzeczy z szafy i podałem je Gen, rzucając tylko:
- Ubierz się, bo robi się niefajnie.
Chwilę później sam zarzuciłem na siebie jakieś totalnie losowe ciuchy. Zaraz po tym do pokoju wleciał kolejny kamień, z kolejną wiadomością, która podobnie jak poprzednia, napisana była krwią.
''Na co jeszcze czekasz?''
Znowu nie wiedziałem, co mam myśleć. Przypomniała mi się poprzednia wiadomość. Kto mógłby zrobić coś takiego? Czy ta niewinna, mała Genevieve zrobiłaby coś złego? Czyżby miała wrogów...? Czy jest coś ważnego, o czym mi nie powiedziała? I dlaczego ktoś nazwał ją ,,dziwką''? Czy to ma związek z czymś konkretnym, czy może ktoś po prostu aż tak bardzo jej nienawidzi? CO. SIĘ. KURWA. DZIEJE? Co, i dlaczego to się dzieje?! I dlaczego teraz, tutaj, w ogóle?! No i co jest w końcu tym jebanym powodem?!
Jedno wiem na pewno - muszę chronić Gen. Muszę.
206 słów
Genevieve? Nie wiem, co pisać, bo to w sumie ty tu masz plan XD

sobota, 11 maja 2019

Od Genevieve CD Bruna

Prysznic? Zdanie wypowiedziane przed chwilą przez chłopaka odbijało się echem po mojej głowie. Gdzie podział się ten nieśmiały chłopaczek, bojący się odezwać? Nie żebym narzekała! Ta wersja naprawdę mi się podobała! Nieświadoma upływającego czasu zwlekałam z odpowiedzią kilka dłuższych chwil, mając przy tym zapewne niezbyt wiele mówiący wyraz twarzy, przez co mina Bruna nieco się zmieniła, a oczy na kilka chwil straciły ten zadziorny błysk.
- To znaczy... miałem na myśli... oddzielnie oczywiście. - zająknął się natychmiast, drapiąc się po potylicy w geście zakłopotania, co swoją drogą było niezwykle urocze. Zaśmiałam się krótko, po czym założywszy ręce na piersi uniosłam delikatnie jedną brew.
- Oj, już ja wiem co miałeś na myśli. - mruknęłam, pokonując dzielącą nas odległość i składając na jego ustach przelotny, lekki niczym muśnięcie skrzydełek motyla pocałunek, by następnie milcząc skierować się w stronę łazienki.
- Co tak stoisz? - zagadnęłam, zauważając że rudowłosy wciąż tkwi w tym samym miejscu. - To był twój pomysł. - dodałam, spozierając na niego zadziornie sponad prawego ramienia. Bruno parsknął śmiechem i pokręcił głową, w geście rozbawienia.
- Stajesz się niemożliwa. - powiedział, chwytając moją wciągniętą dłoń.
- To ty składasz mi niemoralne propozycje. - zauważyłam, nieświadomie próbując uratować swoją pozycję, choć prawda była zgoła inna. Szczerze mówiąc sama zauważyłam, iż od niedługiego czasu kiedy to zbliżyłam się z Brunem, mój charakter niemalże diametralnie się zmienił. Co prawda wśród obcych, dalszych znajomych wciąż byłam tą zagubioną, niepewną Genevieve, lecz w obecności ukochanego ta Genevieve odsuwała się nieco na dalszy plan, ustępując tej bardziej wesołej i zadziornej wersji mnie. I choć Bruno nie narzekał na tą Gen, to ja za każdym razem, gdy zauważałam tą zmianę czułam dziwny wstyd, który zawsze jak najszybciej odsyłałam w nicość. Tak jak i teraz. Odganiając od siebie złe myśli oddałam się chwili. W drodze to łazienki zahaczyliśmy ukradkiem o szafki, skąd zgarnęliśmy ręczniki, a następnie już bez żadnych przystanków podążyliśmy w kierunku prysznica. Zaledwie kilka minut później ciepła woda koiła nasze nagie ciała, tworząc na nich mokre ścieżki, zostawiane przez spływające leniwie krople. Oparta o jedną ze ścian chłonęłam niczym gąbka każdą upływającą sekundę relaksu, napawając się jednocześnie niezwykle przyjemnym, ciepłym dotykiem ukochanego, który z największą delikatnością masował moje zmęczone plecy, muskając co jakiś czas moją szyję swoimi rozgrzanymi ustami. W akcie wdzięczności odwróciłam się do rudowłosego i złożyłam na jego wargach żarliwy pocałunek, który został natychmiast odwzajemniony. Trwaliśmy w owym pocałunku, przez dłuższą chwilę, którą nagle przerwał dźwięk zbijanego szkła. Natychmiast zaprzestaliśmy pocałunku i przerażeni spojrzeliśmy na siebie. Hałas dobiegał z sypialni.
- Pójdę zobaczyć co się stało. - oznajmił chłopak opuszczając kabinę, jednak natychmiast został przeze mnie powstrzymany.
- Idziemy razem. - powiedziałam, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Bruno chciał protestować, jednak moje zdecydowane spojrzenie skutecznie go powstrzymało. Obaj opatuliliśmy się szczelnie ręcznikami, po czym niepewnie otworzyliśmi drzwi, dzielące sypialnię i łazienkę, łącząc wcześniej nasze ręce w kojącym uścisku. Z okna mieszczącego się naprzeciwko drzwi zionęła dziura, przez którą obecnie dostawał się wiatr, sprawiając tym samym, że w pokoju panował obecnie nieprzyjemny chłód. Na podłodze leżał średniej wielkości kamień, do którego taśmą klejącą doczepiona była niewielka kartka. Ze strachem podniosłam kamień, skupiając wzrok na kartce. Zamarłam. Kamień z hukiem opadł na podłogę. Moje oczy zaszkliły się, a kolana zaczęły się trząść. Przerażona oparłam się o drzwi i osunęłam się powoli na podłogę. Wiadomość leżała naprzeciwko mnie. Kanciaste pismo i krwisto czerwonej barwie wypalało dziurę w mojej głowie, sprawiając że z moich oczu spływały hektolitry łez. Bruno także znieruchomiał. Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w kartkę, zapewne nie wiedząc co myśleć.
"Nie ukryjesz się dziwko!"
Znaleźli mnie.

574 słowa
Bruno? Draaama time!

niedziela, 5 maja 2019

Podsumowanie kwietnia!

Hej kochani! Kwiecień dobiegł już końca, więc najwyższa pora na podsumowanie.

Riley - 5 L
Bruno - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Jake - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Claudia - 10 L
Genevieve - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Gabriel - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Jerry - 5 L
Lizzie - czas na napisanie opowiadania do 10 kwietnia
Bella - nieobecność
Taehyung - 5 L
Ira - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Jimin - 5 L
Andrew - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Cassie - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Margaret - nieobecność
Naomi - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Lisa - czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Kate - nieobecność
Ethan -czas na napisanie opowiadania do 10 maja
Harvi - 5 L

W tym miesiącu uzbieraliśmy 9 postów

~Administracja ZN

sobota, 4 maja 2019

Od Andrewa CD Jimina

Gangi narkotykowe? A gdzie się podział ten biedny, zdyszany chłopaczek w różowym sweterku? Nie mogłem w to uwierzyć, jednak nie dałem tego po sobie poznać, więc jedynie wyzwałem go od idioty, co nie było nowością. Jedno było pewne - jeśli ten dzieciak wpakuje się to więzienia, to nie będzie tam kolorowo, a ja napewno nie będę miał ochoty się w to mieszać, czy też go stamtąd wyciągać.
- Jakieś plany na resztę dnia? - spytał chłopak, rozkosznie przeciągając się w białej, miękkiej i niewątpliwie cholernie drogiej pościeli. Powstrzymywałem się dyskretnie, od rzucenia się na niego tu i teraz. Wciąż podtrzymywałem, że pomimo wad Arancia był nieziemsko uroczy, a tym samym nieziemsko przystojny. Chcąc opanować żądze odwróciłem się w kierunku okna, w celu podziwiania krajobrazu. Gdy miałem pewność, że moja twarz nie znajduje się w zasięgu wzroku blondyna, zagryzłem lekko wargę i uśmiechnąłem się półgębkiem. Nie tutaj.
- Poudajemy szczęśliwą parę, która przyjechała do kochającej rodzinki... Nie mamy raczej zbyt wiele opcji. - burknąłem, przesuwając wzrokiem, po ruchliwych ulicach Los Angeles. - Spodziewałeś się czegoś lepszego? - spytałem, słysząc jego cierpiętnicze westchnięcie.
- Zdziwisz się, jeśli powiem, że tak? - mruknął cicho. Oderwałem wzrok od szyby i przeniosłem spojrzenie na Jimina. Jego spokojna twarz i lekko przymknięte oczy sprawiły, że przez chwilę poczułem nagłe uderzenie gorąca. Chyba ostatnio jestem niewyżyty. W każdym razie bardziej niż zwykle. Niewiele myśląc podszedłem do łóżka i usiadłem na nim, po czym oparłszy się dłońmi o materac, nachyliłem się nad twarzą blondyna. Zdziwiony chłopak natychmiast otworzył oczy, mierząc mnie swoimi dużymi, czekoladowymi oczyma.
- A jeśli powiem ci, że zabiorę cię na imprezę? Tutaj, w Los Angeles, w jakimś bogatym klubie... Będziesz szczęśliwszy. - zasugerowałem. Arancia spojrzał na mnie podejrzliwie.
- A gdzie haczyk? - spytał, unosząc brew.
- Uznajmy, że nie ma haczyka. - odparłem, unosząc jedną część ust, w typowym dla mnie półuśmieszku. Jimin na kilka sekund ściągnął brwi, jak gdyby szukał podstępu, jednak nie znalazłszy go wsparł się na łokciach i cmoknął mnie w policzek, zaraz po tym obdarzając mnie jednym z piękniejszych uśmiechów jakie dane było mi widzieć w jego wykonaniu. Nie wiedzieć czemu ten drobny gest sprawił, iż w okolicy mostka poczułem dziwne ciepło. Zignorowałem je, usilnie wmawiając sobie, że to jakaś nerwica, czy inne cholerstwo, z którym muszę udać się do lekarza.
- Ta wersja ciebie naprawdę jest niezła. Bądź taki częściej. - zaśmiał się perliście. Przesunąłem wzrok na jego usta.
- Rozwiń. - zasugerowałem.
- No wiesz... Ta odsłona, w której nie jesteś wrednym zgredem, który... - nie słuchałem go. Nie byłem w stanie. Niczym zahipnotyzowany przesuwałem wzrokiem po jego pełnych, miękkich wargach, których mogła pozazdrościć mu niejedna dziewczyna, a które wręcz zachęcały do pocałunku. Uświadomiłem sobie, jak długo nie czułem ich smaku. Bądź co bądź, ale była to kolejna część ciała mojego cukierkowego chłopca, od której się uzależniłem. Niewiele myśląc przerwałem blondynowi w pół słowa i wpiłem się w jego wargi, jak gdybym nie robił tego od wieków. Chłopak w pierwszej chwili był nieco zdziwiony, jednak bez wahania zaczął oddawać pocałunek, z pasją równą mojej. Dłonie zaplótł na moim karku, przyjemnie drażniąc chłodnymi opuszkami palców rozgrzaną skórę na mojej szyi. Z każdego zakamarku mojego umysłu wydobywały się głośne protesty, jednak moje ciało skutecznie je zagłuszało. Dobrze wiedziałem, że za chwilę stracę kontrolę, a jednak nie mogłem i nie chciałem przestać. Na całe szczęście (a może i nieszczęście) przerwał nam dźwięk otwieranych drzwi. Jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie, miażdżeni przez trzy pary oczu z których każda wyrażała zupełnie co innego. Rozbawienie stojące tuż przy zgorszeniu i zażenowaniu. Cudownie!
- Puka się! - palnąłem niewiele myśląc, doprowadzając tym samym Mazikeen do wybuchu niekontrolowanego śmiechu. Policzki mojego ojca, już wcześniej zaczerwienione z powodu zawstydzenia, teraz nabrały koloru świeżych pomidorów, natomiast seniorka rodu wyglądała, jak gdyby z jej uszu zaraz miała pójść para, której temperatura mogłaby zabić nas wszystkich w ułamku sekundy. Jednakże co by nie mówić z perspektywy osoby trzeciej, ta sytuacja mogła wydawać się komiczna.
- Bo... My... Pomyśleliśmy, że... - zająknął się ojciec.
- Stwierdziliśmy, że Jimin chętnie zwiedziłby Los Angeles skoro już tu jesteście, a tata w międzyczasie chciał porozmawiać z Andy'm. Jednak jeśli przyszliśmy w złym momecie... Żartuję! Wiem, że przyszliśmy w złym momencie... To może... - wyjaśniła Maze, gdy już opanowała śmiech, jednak jej wypowiedź przerwał Arancia.
- Zwiedzanie brzmi dla mnie nieźle. - zaoponował chłopak. - Poza tym jesteśmy po długiej podróży, więc Ands ma już dość mojego towarzystwa na jakiś czas, prawda? - dodał, po czym cmoknął mnie w policzek, przez który przepłynęło dziwne, przyjemne ciepło.
- Oj! Ciebie nigdy nie mam dość. - odparłem, posyłając mu uroczy uśmiech, doprowadzając tym samym panią Hudson (wciąż nie umiałem myśleć o tym wrednym próchnie, jako o mojej babci) do palpitacji serca. - Ale jeśli chcesz to leć. Nie zatrzymuję cię. - dodałem, choć w głębi duszy bardzo chciałem by został.
- A więc lecimy na zakupy! - Maze klasnęła w dłonie, ku wielkiej radości Jimina, który gdy tylko to usłyszał rozpromienił się jeszcze bardziej, co sprawiło, że obecnie był chodzącym słońcem, zarażającym wszystkich swoją radością.
- Masz pieniądze? - spytałem, jednak siostra (o niej mogłem tak pomyśleć) zatrzymała mnie gestem dłoni, gdy sięgałem po portfel.
- Mamy pieniędzy jak lodu, więc nic się nie stanie jeśli zafunduję zakupy mojemu przyszłemu szwagrowi, prawda? - rzuciła, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Chciałem się sprzeczać jednak ostatecznie zrezygnowałem. Skoro są tacy bogaci to czemu nie? Wzruszyłem obojętnie ramionami. Uśmiechnięta Maze chwyciła Jimina za dłoń i zaczęła ciągnąc go do wyjścia.
- Wrócimy późno. - oznajmiła dziewczyna, wlokąc blondyna za sobą.
- A buziak na pożegnanie? - palnąłem niespodziewanie, bez większego namysłu. Jimin rzucił mi przelotnie zdziwione spojrzenie, jednak natychmiast zastąpił je rozbawieniem, do którego dołączył uroczy chichot. Podszedł do mnie szybko i krótko cmoknął mnie w usta, jednak ja miałem inne plany. Przedstawienie musi trwać. Oplotłem jedną rękę wokół jego talii i przyciągnąłem do siebie, łącząc w długim pocałunku. Kątem oka widziałem, jak z każdą upływającą sekundą twarz pani Hudson pąsowieje. I o to mi właśnie chodziło - czekać aż starucha wreszcie nie wytrzyma i wybuchnie. Ta jednak tłumiona wzrokiem zarówno ojca, jak i Maze siedziała cicho. Trudno!
- Teraz możesz iść. - wymruczałem ze stoickim spokojem, jednocześnie wpatrując się z fascynacją w jego uroczo zaróżowione policzki.
- Wariat. - szepnął, a następnie cmoknął mnie ostatni raz i znknął za drzwiami popędzany przez młodą pannę Hudson. Chwilę później i starucha opuściła pomieszczenie, kończąc tym samym ciskanie we mnie piorunów wzrokiem, a zaczynając litanię, z której udało mi się usłyszeć tylko kilkukrotne powtórzenie "pedeały". W końcu zostałem sam z ojcem.
- A więc... Chcesz ze mną porozmawiać? - zacząłem niepewnie, nie wiedząc do końca czego się spodziewać.

1055 słów

Jimin?